Ładowanie strony…

Pierwszy krok w chmurach.

Idzie nowe?

Przeprowadzka za granicę zawsze jest wielką niewiadomą. Nieważne, jak długo przygotowujemy się do wyjazdu. Ile przeczytamy o kraju, w którym będziemy mieszkać. Jak dokładnie się spakujemy? Czy płynnie zdołamy nauczyć się mówić w języku kraju, który będzie naszym domem przez kolejne kilka miesięcy? Nigdy nie jesteśmy w stanie przygotować się na nieznane w stu procentach. Projekt “Gotuj po hiszpańsku” to dla wielu taki pierwszy krok w chmurach. Pierwsza wizyta za granicą, pierwsze mieszkanie solo, być może nawet pierwszy lot samolotem. Również dla mnie, Hiszpania miała być miejscem, w którym wiele rzeczy zdarzy się po raz pierwszy. Wyjeżdżałam więc z Polski z duszą na ramieniu, bardziej jednak w gotowości na nowe, niż pełna strachu przed nieznanym.

Dlaczego Hiszpania?

Zgłosiłam się do projektu z nadzieją, że wreszcie odważę się zrobić to, o czym marzyłam od dobrych kilku lat. Że rozpocznę pracę w profesjonalnej kuchni. Ciekawe, że dochodzimy do tego, co naprawdę chcemy w życiu bardzo okrężną drogą. Przez trzynaście lat flirtowałam z gastronomią, pracując jako kelnerka, barmanka, baristka, studiując o jedzeniu i pisząc o nim na blogu. Dlaczego więc, pomimo namów ze strony moich znajomych-kucharzy, nigdy nie odważyłam się na to, by założyć kucharską bluzę, wziąć nóż do ręki i zacząć przygodę z profesjonalną kuchnią? Wydawało mi się chyba, że bez ukończonej szkoły gastronomicznej nie mam czego szukać w restauracji. Błąd!

Nie wiem, czy gdyby nie ten projekt kiedykolwiek zdobyłabym się na ten krok. Hiszpania, a raczej Walencja, stały się dla mnie synonimem tego, co nowe: nowy kierunek rozwoju, nowe perspektywy i wcześniej nieuświadomione ambicje. Dla kogoś, kto nigdy nie pracował w profesjonalnej kuchni, warsztaty kulinarne, a później praktyki w restauracji, okazały się próbą nie tyle umiejętności, co charakteru. A przynajmniej tak było w moim przypadku. Wszystko – począwszy od sposobu trzymania noża, skończywszy na filetowaniu ryby (rzeczy dla kogoś po szkole gastronomicznej tak dziecinnie proste, że wstyd się przyznać, że się ich nie wie) – było nowością. Gdyby tego było mało, wszystko odbywało się w języku hiszpańskim, którego zaczęłam się uczyć miesiąc przed wyjazdem. Podwójny challenge? Wkrótce miało się okazać, że nawet potrójny!

Challenge accepted!

Po tygodniu warsztatów kulinarnych w Walencji, pod czujnym okiem przemiłej i niezwykle utalentowanej instruktorki Marii Jose, przyszedł czas na praktyki w restauracji. Miejsce zostało wybrane dla każdego uczestnika projektu indywidualnie. Zgodnie z umiejętnościami, ambicjami i preferencjami. Ja trafiłam do Tastem, pierwszej japońskiej restauracji w Walencji, co, jak się szybko okazało, miało być przygodą równie fascynującą, co stymulującą szare komórki do granic możliwości. Tastem to mała restauracja japońska, gdzie (co z resztą zrobiło na mnie ogromne wrażenie już pierwszego dnia) do produktów i przygotowanych z nich dań podchodzi się z niesamowitą dokładnością, pasją i zaangażowaniem. Każda dostawa ryb i owoców morza to wydarzenie: kucharze z Tastem (często też z siostrzanej restauracji Honoo) gromadzą się wokół styropianowego pudełka i zawzięcie dyskutują problem świeżości przywiezionego dzisiaj tuńczyka, bądź też stoją kilkanaście sekund w ciszy, oniemiali, podziwiając gigantycznego kraba, który ma stać się podstawą nowego lunch menu.

Pierwszy tydzień w Tastem był niesamowicie intensywny. Nie dość, że wszystkiego uczyłam się od podstaw (morał: nigdy nie jest za późno na nowy kierunek w życiu), to jeszcze musiałam zrozumieć co jest mówione do mnie podczas zmiany. Potrafić odpowiedzieć na pytania i polecenia. A mogłam to zrobić tylko po hiszpańsku lub japońsku – językach używanych w Tastem na co dzień. Pomimo, że romans z językiem japońskim zaczęłam aż 8 lat temu, dopiero w Walencji po raz pierwszy odważyłam się po japońsku mówić. Studia – rok w Japonii. Znajomi Japończycy. Nic nie było w stanie skłonić mnie do przełamania własnej nieśmiałości w mówieniu po japońsku tak skutecznie, jak zrobiła to praca w kuchni. Kolejny dowód na to, że nigdy nie wiadomo, co przyniesie nowe doświadczenie. Przyjechałam do Hiszpanii, by nauczyć się gotować, a w bonusie dostałam japoński bootcamp. Całkiem nieoczekiwany zwrot wydarzeń, powiedziałabym, ale za to jaki szczęśliwy!

Co dalej?

I to jest właśnie piękno tego projektu! Jedyne stałe dla całej jedenastki to nauka hiszpańskiego, kurs kulinarny oraz praktyki w restauracji w Walencji! Cała reszta zależy od indywidualnego podejścia. Nastawienie jest kluczowe. Czym bardziej jesteśmy otwarci na nowe, tym więcej tego nowego jesteśmy w stanie zaabsorbować. Czym więcej pytań zadamy, tym więcej zgromadzimy odpowiedzi. Każde wyjście z domu to okazja na poznanie nowych ludzi, odkrycie nowych miejsc, spróbowanie nowych rzeczy. Mieszkając z uczestnikami projektu, którzy (podobno) nie znaleźli się w Hiszpanii przez przypadek – jest kolejną szansą na wymianę umiejętności, wzajemną inspirację i być może odkrycie w sobie cech, czy ambicji, o których hitherto nie mielimy pojęcia, że istniały.

Nie wiem, jak potoczy się moja przygoda z pracą na kuchni? Czy kiedykolwiek zdołam nauczyć się hiszpańskiego tak, by posługiwać się nim płynnie? A może romans z kuchnią japońską okaże się na tyle frapujący, że będę kontynuować go w Polsce i krajach, które mam zamiar w przyszłości odwiedzić? Wiem jednak jedno: gdyby nie “Gotuj po hiszpańsku” i przyjazd do Walencji, być może wciąż zastanawiałabym się kiedy nadejdzie dobry czas na to, by zrobić rzeczony pierwszy krok w chmurach. Mając wokół siebie życzliwych i niezwykle pomocnych mentorów, nauczycieli, kolegów z pracy i uczestników projektu nie ma chyba możliwości, żeby w siebie nie uwierzyć. Do odważnych świat należy!

[foogallery id=”5338″]

!Hola Valencia!

Miesiąc po przygotowaniach w Krakowie ruszyliśmy w podróż do Walencji. Projekt w którym bierzemy udział, to połączenie przyjemnego i pożytecznego, nauka języka hiszpańskiego, warsztaty kulinarne i staż w restauracjach, którego chyba najbardziej wyczekujemy.

Pierwsze wrażenia z miasta Walencja

Walencja już na samym początku zrobiła na nas ogromne wrażenie. Widoki, budynki które widzieliśmy na pocztówkach, charakterystyczne wąskie uliczki. Komfort tego, że zakwaterowani jesteśmy obok plaży, dało nam możliwość zobaczenia już pierwszego dnia morza śródziemnego. O tej porze, woda jest trochę zimna, ale wszystko rekompensuje słońce, którego nam tak brakowało w Polsce.

Warsztaty kulinarne kuchni hiszpańskiej

Drugiego dnia poznaliśmy Fernando i zaczęliśmy warsztaty. Fernando Ferrero jest szefem kuchni, który gotuje tradycyjne hiszpańskie dania, w większości zdekonstruowane i podane w niecodzienny, bardziej nowatorski sposób. Wszyscy dowiedzieliśmy się wiele na temat lokalnej i narodowej sztuki kulinarnej, a przede wszystkim tego, że w daniach, które serwują mieszkańcy Walencji, za mało soli dla nas, to idealne połączenie dla lokalnych kucharzy, a jeśli myślisz że dolałeś mało oliwy, to niestety nie masz racji, dolej jeszcze trochę!

Pierwszy tydzień, choć jeszcze się nie skończył. możemy uznać za bardzo ciekawy, pracowity i owocny, a z pewnością jest to czas, który spędziliśmy na poznawaniu kuchni, smaków, miejsc, kultury i lokalnej tradycji.

Z niecierpliwością wyczekujemy na pierwszy dzień stażu w restauracjach do których zostaniemy przydzieleni.

[foogallery id=”2969″]

 

Warsztaty kuchni hiszpańskiej – fotogaleria

Warsztaty kuchni hiszpańskiej

Były częścią programu szkolenia uczestników III edycji „Gotuj po hiszpańsku” w trakcie ich pobytu w Walencji.  Mogli oni poznać techniki stosowane w kuchni hiszpańskiej i dowiedzieć się, jak przygotowywać dania typowe dla kuchni regionu Walencji. Zobacz, jak radzili sobie w kuchni Bożena, Dominika, Mariusz, Mateusz, Simon, Mariusz, Sebastian, Rafał i Piotr.

Poniżej galeria zdjęć, na których można zobaczyć, jak wyglądały warsztaty kulinarne związane z kuchnią hiszpańską, w których brali udział nasi uczestnicy.

[foogallery id=”1945″]