Ładowanie strony…

Gotujemy po Hiszpańsku!!!

Ach… jak ten czas w Walencji leci nieubłaganie. Za nami już siedem tygodni naszej niesamowitej kulinarnej przygody.  Słońce, morze, wspaniałe widoki, niesamowite tętniące życiem miasto oraz wspaniałe smaki z całego świata! To wszystko to, co otacza nas na co dzień w niesamowitej Walencji.

Gdzie my jesteśmy? Co my tu robimy?

Najbardziej nurtującymi nas pytaniami związanym z wyjazdem do Hiszpanii było przede wszystkim to, do jakich restauracji trafimy i co będziemy tam robić? Jaka będzie atmosfera w pracy i  czy nam się spodoba ? Czy damy sobie radę? Obaw i pytań jak widać było naprawdę wiele, teraz gdy tu już jesteśmy postanowiliśmy o tym opowiedzieć, kolejną serią mini wywiadów z każdym uczestnikiem projektu. Tym razem odpowiadaliśmy na następujące pytania 🙂

1. W jakiej restauracji odbywasz praktyki?
2. Jaką kuchnie reprezentuje Twoja restauracja?
3. Jakie jest Twoje wrażenie z praktyk?
4. Zdjęcie lub/i opis dania które wykonujesz na praktykach.

Wywiady z Cocineros

Jędrzej:

1. Odbywam staż w dwóch z wielu restauracji znanego w Hiszpanii szefa kuchni: Quique Dacosta. Na codzień pracuje w restauracji Vuelve Carolina (https://www.vuelvecarolina.com/en) (Talerzyk michellin) i El Poblet (* Michellin). Obydwie restauracje mieszczą się w tym samym budynku i są połączone kuchniami, lecz mają osobne sale dla klienteli.

2. El Poblet jest kuchnią molekularno – śródziemnomorską. Vuelve Carolina przeplata nowoczesną kuchnię tradycyjną z kuchnią peruwiańską.

3.Nowe smaki, nowe metody, niezwykle sposoby, pełen profesjonalizm i przyjemna atmosfera to

wszystko otacza mnie gdy znajduję sie w tych miejscach. Pracowitość, ambicja, pot i zmęczenie – także towarzyszą.

4. Wśród rzeczy które robię na praktykach  najbardziej zafascynowała mnie Sfera pomidorowo – bazyliowa eksplozja smaku!

 

[foogallery id=”5250″]

 

Jadwiga i Weronika:

1. Marina Alta 5 (https://marinaalta5.com/)

2. Jest to kuchnia śródziemnomorska i tradycyjna hiszpańska. Znajduje się tu także stoisko sklepowe ze słynnymi jamón iberico, chorizo a także wyśmienitymi serami.

3. Jadwiga: Jestem bardzo zadowolona z miejsca swej praktyki. Pracownicy są dla mnie mili. Z ogromną cierpliwością i życzliwością tłumaczą mi każde serwowane przez nich danie, zaczynając od nazwy, a kończąc na składnikach i wykonaniu. Jako, że nie jestem zawodową kucharką i dopiero zaczynam przygodę w „prawdziwej kuchni”, największą radość sprawia mi robienie sałatek, które wykonuję praktycznie od ręki zaraz po złożonym zamówieniu.

3. Weronika: Każdy dzień jest tam inny, czyli codziennie jestem pod wrażeniem. Nauczyłam się już bardzo dużo. Od pysznych sałatek lub grillowanych kałamarnic po moje ulubione desery. Kucharze zaskakują wciąż nowymi pomysłami, dlatego zawsze wracam tam z przyjemnością i nową energią.

4. Na zdjęciach Jamon iberico oraz sałatki, które podawane są w naszej restauracji.

[foogallery id=”5315″]

 

Iza:

1. Restauracja Tastem. ( http://tastem.com/)

2. Kuchnia japońska.

3. ‘The team of a Japanese restaurant in Valencia has a fundamental mission: Take you on a trip through Japan through the senses of taste and smell.’ – w taki sposób restauracja Tastem przedstawia się na swojej stronie internetowej. Praca w kuchni jest wymagająca, lecz spełniam się w niej. Mam nadzieję kontynuować moją przygodę z kuchnią japońską w przyszłości.

4. Na zdjęciu Taichi, Edu i ja.

 

[foogallery id=”5317″]

 

Paulina:

1 . Restauracja Ampar. (https://www.hospes.com/palau-mar/restaurante-bar-ampar/)

2. Kuchnia śródziemnomorska w nowoczesnym wydaniu.

3. Szef kuchni szczególną uwagę zwraca na wykorzystywanie produktów wysokiej jakości co w połączeniu z kolorami i niestandardowymi teksturami tworzy wyjątkowe i zaskakujące potrawy. Dodatkowo uzyskując efekt wizualny na talerzu.

4. Deser – czekoladowa pomarańcza!

 

[foogallery id=”5318″]

 

Klaudia:

1. Odbywam staż w restauracji Portolito, tuż nad brzegiem morza. ( http://www.portolito.com/fotos/ )

2. Moja restauracja reprezentuje kuchnię śródziemnomorską.

3. Przede wszystkim niezwykłe doświadczenie i przygoda! Poznaje i odkrywam wiele nowych i ciekawych smaków kuchni śródziemnomorskiej oraz kuchni tradycyjnej, hiszpańskiej. Świeże produkty, nowe smaki, niesamowite widoki, a także ludzie, którzy sprawiają, że atmosfera w pracy jest niezwykła i zapomina się o całym gwarze, pocie i zmęczeniu, które również towarzyszą.
4. Przyrządzam wiele potraw w pracy, jednak rzadko kiedy jest czas by robić zdjęcia, dlatego odsyłam do galerii na stronie Restauracji.

[foogallery id=”5319″]

 

Leonardo:

1. Lotelito ( http://lotelitovalencia.com/ )

2.Kuchnia hiszpańska z akcentami wschodnimi.

3. Jestem bardzo zadowolony ze stażu w Lotelito. Pozytywnie mnie zaskoczyło, że szef kuchni obdarzył mnie zaufaniem i od samego początku miałem możliwość tworzenia dań i wydawania ich prosto do klienta . Dzięki temu nauczyłem się bardzo wiele.

4. Fideua z kalmarami i zieloną fasolką

[foogallery id=”5320″]

 

Roksana i Karolina:

1. Favela Bistro ( http://www.favelabistro.es/ )

2. Kuchnia typu fusion. Połączenie kuchni hiszpańskiej z kuchnią brazylijską i japońską.

3. Z całą pewnością możemy powiedzieć, że trafiłyśmy do miejsca które jest niesamowicie motywujące! Rodzinna atmosfera, która panuje w całej restauracji sprawia, że „chodzenie do pracy” jest czystą przyjemnością. Każdego dnia szef kuchni stara się pokazywać coś nowego, ciekawego i wyjątkowego. Uczymy się wszystkiego: od poprawnego krojenia produktów, łączenia składników aż do wydawania gotowych dań na salę. Praktyki na pewno nauczyły nas bardzo dużo o organizacji i zasadach panujących na kuchni, dzięki czemu czuję się o wiele pewniej podczas pracy. No i oczywiście najważniejsze: ludzie z którymi współpracujemy! Rewelacyjni, nie da się tego inaczej określić, zawsze chętni do pomocy i przede wszystkim skorzy do dzielenia się swoim doświadczeniem. Zawsze weseli i kipiący energią, co sprawia, że i my czujemy się pozytywnie nastawione do czekających nas wyzwań! Będzie nam bardzo ciężko rozstać się z Favelą.

4. Sałatka z marchewki i cukinii z chipsami z lotosu.

[foogallery id=”5322″]

 

Adrianna:

1. Restauracja Esencia. (https://esenciarestaurante.es/)

2. Kuchnia Hiszpańska w nowoczesnym wydaniu.

3. Esencia, jak sama nazwa wskazuje, jest miejscem gdzie liczy się smak. Każde danie przygotowane tam jest z wielką pasją i dokładnością. Praktyki są intensywne i niesamowicie bogate w wiedzę, nowe techniki i smaki. Doceniam i cieszę się z miejsca w którym jestem ponieważ gotowanie i produkty traktuje się tu z wielkim szacunkiem, prezentacja dania na talerzu jest niezwykła a to wszystko jest tym, na czym tak bardzo mi zależało.

4. Karmelizowana gruszka z cynamonem w cieście filo z toffi i lodami waniliowym

[foogallery id=”5323″]

Gracjan:

1. Moja restauracja nazywa się Sucar i jest restauracją z tradycyjną kuchnią hiszpańską.

2. Serwujemy potrawy typu paella, fideua, mięsa i owoce morza robimy na piecu asado, rozgrzewanym węglem.

3. W mojej restauracji mamy bardzo dobrą atmosferę, młody zespół. Cały czas czerpię wiedzę i inspiracje kulinarne od kolegów z pracy.
Wpis współtworzyli wszyscy uczestnicy VI edycji projektu.

„Arroz de Valencia” a Chroniona Nazwa Pochodzenia!

Będąc w Walencji nie można nie wspomnieć o lokalnym a zarazem tradycyjnym produkcie uprawianym na polach w okolicznych miejscowościach czyli ryżu, a konkretniej „Arroz de Valencia”.

Uprawa i produkcja

Wszystkie etapy produkcji ryżu od siewu przez zbiory i suszenie do przygotowania do pakowania odbywają się na wyznaczonym obszarze geograficznym. A obszarem tym są tereny w prowincjach Alicante, Castellón i Valencia, we Wspólnocie Autonomicznej Walencji, głównie w gminach położonych w ramach strefy wpływu Parque Natural de la Albufera,Parque Natural del Marjal de Pego-Oliva i Marjal de Almenara. „Arroz de Valencia” uprawia się na obszarach bagiennych w warunkach umożliwia­jących nawadnianie zalewowe, które to nawadnianie jest szczególną praktyką dla tego obszaru zimą, gdy pola leżą odłogiem. Taka praktyka przerywa cykle biologiczne niektórych organizmów glebowych i służy odkażaniu gleby.

 

[foogallery id=”5223″]

 

Charakterystyka

Ryż ten charakteryzuje się dużą zdolnością wchłaniania smaku jak również bardzo ważnym czynnikiem jest jednakowa wielkość ziaren. Jednorod­ność zapewnia, że wszystkie ziarna będą gotowały się tak samo długo i w ten sam sposób.

Ze względu na wiele czynników wymienionych wyżej, produkt „Arroz de Valencia” został wpisany na listę produktów regionalnych i lokalnych jako Chroniona Nazwa Pochodzenia.

Procedura rejestracyjna

Ochrona nazw pochodzenia produktów oparta jest na systemie rejestracji. Procedura rejestracyjna w każdym kraju Unii Europejskiej jest identyczna. Najpierw weryfikacja wniosku na szczeblu krajowym, a następnie zatwierdzenie i rejestracja wniosku na szczeblu wspólnotowym czyli postępowanie przed Komisją Europejską w Brukseli.

Dla producentów produktów regionalnych i tradycyjnych oraz dla ich rodzinnych miejscowości jest to możliwość promocji produktów nie tylko w kraju ale i w całej Unii Europejskiej. Produkty te uzyskują wyższe ceny i przynoszą producentom wyższe dochody. Ich wytwarzanie i sprzedaż aktywizują gospodarczo region i podnoszą jego atrakcyjność.

„Arroz de Valencia” dostępny jest w sprzedaży w lokalnych, małych sklepikach oraz na stoiskach targowych m. in. w Mercat Central w Walencji. Pakowany jest w opakowania jednostkowe z etykietą na której widnieje informacja „Denominación de Origen »Arroz de Valencia«”. W miarę możliwości wraz z odpowiednikiem w języku walenckim „Denominació d’Orige »Arròs de València«”. Znak ten nie tylko chroni producentów przed nieuczciwą konkurencją, ale zwiększa także wiarygodność produktów w oczach konsumentów.

 

[foogallery id=”5239″]

 

Tradycja uprawy ryżu w Walencji jest ściśle związana z kuchnią tego regionu. Kuchnia Walencji obejmuje wiele potraw, których składnikiem jest ryż, takich jak różnego rodzaju paelle, ryże caldosos i zapiekane dania ryżowe.

 

[foogallery id=”5228″]

 

Peñíscola – zabawa w turystę!

Od naszego przyjazdu do Walencji minął już ponad miesiąc. Czas ten spożytkowaliśmy przede wszystkim na zwiedzaniu i poznawaniu tego pięknego miasta – jednak nie byłabym sobą gdybym nie chciała więcej! Dlatego też narodził się pomysł aby wypożyczyć samochód i udać się dalej! A dokładnie rzecz biorąc do Peñíscoli, miasta oddalonego od Walencji o niecałe 150 kilometrów.

Trochę o historii miasta:

Tak zwane „Miasto w morzu” zostało zbudowane na skalistym cyplu który jest połączony z lądem wąskim pasmem ziemi. Było to idealne miejsce aby powstał ufortyfikowany port i latarnia morska.

[foogallery id=”5151″]

 

Od roku 718 Peñíscola była pod władzą Arabską, w 1233 roku została przekazana królowi Jakubowi I na drodze paktu. Za rządów Jakuba II z Aragonii została przekazana Zakonowi Templariuszy którzy wybudowali w tym miejscu jedną ze swoich największych twierdz.

Zamek, który możemy aktualnie zwiedzić powstał między 1294 a 1307 rokiem i od 1411 roku był domem papieża Benedykta XIII – „el Papa Luna„.

Zamek:

Twierdza w mojej ocenie jest niesamowita, surowa ale majestatyczna.
Składa się z trzech pięter – wejścia, dziedzińca oraz tarasów widokowych ulokowanych na samym szczycie budowli. Widok z najwyższych pięter jest nie do opisania.
Każda komnata zamku pozwala zapoznać się z historią poprzez przygotowane pokazy multimedialne i wystawy.

[foogallery id=”5122″]

 

W całym kompleksie zamkowym znajdują się również ogrody w których można podziwiać wystawę broni artyleryjskiej.

[foogallery id=”5168″]

 

Miasteczko:

Najlepszą częścią całej wyprawy było zwiedzanie samego miasteczka. Urokliwe wąskie uliczki, wszędzie porozstawiane kramy z rękodziełami oraz oczywiście mnóstwo klimatycznych restauracji, które zachęcały nas swoimi wystrojami oraz zapachami.

[foogallery id=”5161″]

 

Kolorystyka miasteczka bardzo mnie zaskoczyła, składa się z bieli i błękitu co od razu nasunęło mi skojarzenia z Greckimi wyspami.

[foogallery id=”5138″]

 

Jednym z najprzyjemniejszych momentów zwiedzania miasta była chwila, kiedy natknęliśmy się na paradę zorganizowaną z okazji świąt wielkanocnych. Był to barwny pochód z hipnotyzującą muzyką z udziałem bębnów w którym brali udział wszyscy – od dzieci po starców!

[foogallery id=”5179″]

 

Po opuszczeniu zabytkowej części miasta skierowaliśmy się w stronę pięknej plaży na której w końcu mogliśmy usiąść i podziwiać zamek z oddali.

[foogallery id=”5156″]

 

Nie jestem w stanie wymienić ani jednej rzeczy która by mi się nie podobała podczas całej tej wyprawy.

Gorąco polecam każdemu miłośnikowi historii i pięknych krajobrazów!

 

„\u017bycie us\u0142ane r\u00f3\u017cami i sokiem ze \u015bwie\u017cych pomara\u0144czy p\u0142yn\u0105ce…”

Nie wiem, czy to bajka, czy sen…

Jestem tu naprawdę! Wyrwałam się z szarej rzeczywistości dnia codziennego i trafiłam do krainy baśni… Tak się tu właśnie czuję. Wszędzie palmy, drzewa pełne pomarańczy i mandarynek… Tu czas płynie wolniej, ludzie są milsi… Uśmiechają się ciągle. Pogoda dopisuje… Czego chcieć więcej?

Korzystając z dnia wolnego od praktyk, z samego rana wybrałam się na długi spacer. Uwielbiam kontakt z naturą. To mnie wycisza i relaksuje. Nabieram wtedy sił i chęci do działania. Otoczona zielenią mogę spacerować cały dzień…

Jardines del Real

Pierwszym miejscem, do którego się wybrałam był Jardines del Real. Kiedyś stał tu pałac Palau del Real, który był oficjalną rezydencją królów Walencji. Niestety nie przetrwał do dziś… Uwielbiam kwiaty, a w szczególności róże… Dlatego pierwsze moje kroki skierowałam właśnie tam. Zapachy i kolory kwiatów potrafią przyprawić o zawrót głowy. Było ich mnóstwo… Oprócz tego, były też piękne stawy, fontanny, ławeczki i alejki spacerowe… Ptaki obecne w parku, umilały mi czas śpiewając swe ptasie piosenki… Był ranek, ale oprócz mnie w parku było też parę osób. Szczególną uwagę zwróciłam na pewną starszą parę, która spacerowała trzymając się za ręce. Piękny widok…

 

[foogallery id=”4922″]

 

Jardin del Turia

Obok Jardines del Real, znajduje się Jardin del Turia, który utworzono w 1986 roku, czyli kilka dekad po wielkiej powodzi. Powstał w dawnym korycie rzeki Turia. To jedno z piękniejszych miejsc, które do tej pory zobaczyłam, nie licząc wielu zabytkowych budynków i uroczych placów czy uliczek… Tu każdy znajdzie coś dla siebie. Jest tu mnóstwo ławeczek, alejek spacerowych, ścieżek rowerowych, stawów, fontann, a także mostów tworzących malownicze tunele… Na jednym końcu tego niezwykle długiego i pięknego ogrodu, znajduje się Biopark, zaś na drugim Oceanarium i Miasteczko sztuki i nauki. Miejsca godne polecenia i „must see” każdego turysty.

 

[foogallery id=”4953″]

 

Plaża Malvarrosa

Jako, że zaczęłam swój spacer od Jardines del Real i kierowałam się w stronę Oceanarium, postanowiłam że przejdę się jeszcze na plażę… Przychodzę tu codziennie, ale nie po to by się opalać, tylko by się zrelaksować. Szum fal działa kojąco na nerwy. Spacer po piasku jest bardzo przyjemny i wskazany dla zmęczonych stóp. Przysiadam na chwilkę, zamykam oczy i wsłuchuję się w szum fal…

 

[foogallery id=”4955″]

 

 

 

Pierwsze loty za płoty!

Stres pojawił się już na lotnisku w Krakowie, w oczekiwaniu na lot. Mnóstwo pytań i niepewności tkwiło zakorzenionych w mojej głowie: czy spodoba mi się Walencja? Jak poradzę sobie na kursie kulinarnym? Ale jak się później okazało, niepokój był w ogóle niepotrzebny. Lot z Krakowa do Walencji przebiegł pomyślnie, a wychodząc z samolotu chyba każdy członek projektu miał uśmiech na twarzy i był w pełnej gotowości na nowe doznania.

Jesteśmy na miejscu

Po odbiorze bagażów na lotnisku w Walencji udaliśmy się na parking, gdzie czekał na nas kierowca busa. W trakcie podróży z lotniska mogliśmy podziwiać piękno Walencji: malownicze pola uprawne, architekturę i miejscowe atrakcje. Zachwyt. Mieszkania są dwa: w jednym mieszka 6 uczestników, w drugim 5.  Najpierw udaliśmy się do pierwszego mieszkania przy ulicy Blasco Ibanez, gdzie czekał na nas przed wejściem nasz mentor, pan Waldemar.

Przywitaliśmy się, wymieniliśmy kilka słów, po czym sprawnie rozładowaliśmy bagaże pierwszej grupy uczestników. Następny przystanek: ulica Serpis, gdzie znajduje się nasze mieszkanie. Szybki rozładunek bagażu, zwiedzanie mieszkania i przydział pokoi: po krótkim rozpoznaniu, zostały przydzielone nam pokoje i wydaje mi się, że każdy był zadowolony.

Nasze mieszkanie

Mieszkanie jest w iberyjskim stylu, duże i dobrze wyposażone. Posiada taras z widokiem na bardzo żywą ulicę. Przeszliśmy do dalszej rozmowy z mentorem na temat planów działania w najbliższych dniach, na temat komunikacji w Walencji,  i historii miasta. Gdy omówiliśmy wyżej wymienione aspekty, pan Waldemar zostawił nam mapę, kartę metra i opuścił nas. W szybkim tempie, zorganizowaliśmy się i postanowiliśmy wyjść zobaczyć to piękne miasto.

Był to długi spacer. Wieczorem, gdy wróciliśmy do mieszkania, byłem zmęczony, lecz miałem niedosyt. Kładąc się spać, miałem wciąż dużo energii. Pierwszy dzień projektu, był dniem który zmotywował mnie jeszcze bardziej do pracy, nauki i gotowania. Od tamtego momentu, energia mnie nie opuszcza. Walencja jest pięknym miejscem, z ciekawą kulturą i niesamowitą gastronomią. Mam głęboką nadzieję, że zdążę zaspokoić swój niedosyt w przeciągu 2 miesięcy projektu!

 

[foogallery id=”4871″]

 

Miasto kolorów i Słońca

Dni zapoznania z Walencją

Tak niedawno temu będąc w Krakowie, każde z nas oczekiwało dnia w którym poznamy Walencję. Każde z osobna, z różnej wielkości bagażem doświadczeń rozpoczęło swoją przygodę w mieście które jest pełne Słońca. Osobiście chciałbym więcej korzystać z takich wyjazdów, ponieważ były super profesjonalne i pozwoliły mi poszerzyć wachlarz umiejętności które zabrałem ze sobą.

Pracowałem w restauracji „Honoo japanese grill by Tastem”, która powstała z zamiłowania właściciela restauracji do kraju kwitnącej wiśni. Jest to nietypowe połączenie kuchni Hiszpańskiej z Japońską. Jestem pod bardzo dużym wrażeniem umiejętności kucharzy z którymi współpracowałem. Najbardziej podobała mi się ich kreatywność i z tygodnia na tydzień rosła coraz bardziej. W międzyczasie mieliśmy też zajęcia w szkole Altaviana z naszym szefem kuchni – Nacho. Tydzień za tygodniem poznawaliśmy coraz więcej potraw lokalnych oraz z innych regionów Hiszpanii. Była to też okazja poznania sposobu prowadzenia serwisu kuchennego w innym kraju. Dla każdego z nas to nowe doświadczenie. Osoby niepracujące na kuchni w zespole rozpoczynają kurs gotowania, który może być początkiem drogi zawodowej w gastronomii bądź też w prowadzeniu własnego biznesu ponieważ nauki nie ograniczały się tylko do gotowania.

Kreatywność tutejszych kucharzy nie zna granic

Metody, które wykorzystuje się tutaj, są również spotykane w Polsce, jednak dostęp do produktów oferowanych przez Hiszpanię jest tak ogromny! Zaczynając od świeżych owoców morza oraz mięsa po warzywa uprawiane cały rok powoduje, że kreatywność tutejszych kucharzy nie zna granic. Jestem bardzo zadowolony z wszystkiego co mogłem nauczyć się w trakcie każdego tygodnia.  Dużo radości też przyniosły mi podróże po całym mieście. Nie raz w grupie spędzaliśmy dużo czasu na poznawaniu miasta. Decydując się na wyjazd do Walencji miałem też bliżej do każdego innego miasta w pięknej Hiszpanii.

Wyprawa do Madrytu

Wybrałem się wraz z towarzyszką do Madrytu. Droga do Madrytu ma bardzo dużo krajobrazowych odcinków. Ziemie uprawne są tu w kolorze cynamonu. Cudowny widok na park w mieście Cuenca zaparł nam dech w piersiach! W Cuenca znajduje się również malowniczy kamieniołom, który przecinają wiadukty kolejowe. Jest to większe miasto, które warto odwiedzić spędzając czas w Hiszpanii . Większość czasu spędziliśmy na rowerach, w Madrycie jak i ogólnie w Hiszpanii drogi rowerowe są bardzo dobrze rozbudowane ułatwiając dostęp do bardziej odległych miejsc. Bardzo podobał mi się park Casa de Campo gdzie nie brakuje atrakcji związanych z kulturą Madrytu jak i historią . Każdemu z nas przydał się bardzo ten wyjazd , możliwości na rozwój tu nie brakuje , niestety czasu na wszystko jest mało dlatego trzeba czerpać z pobytu w Walencji najwięcej jak można ! Będę tęsknił za zachodami słońca nad morzem oraz nocnym życiem miasta . Wracam pełen energii i wiedzy którą z pewnością wykorzystam w swoim życiu . Dziękuję Walencjo i do zobaczenia !

Żyj z całych sił!

Gdyby można było zatrzymać czas… Schować do kieszeni te wszystkie piękne miejsca, widoki, momenty…

Wydawać by się mogło, że w Walencji widzieliśmy już wszystko i nic nie jest w stanie nas zaskoczyć. Jednak codziennie przekonujemy się, że to tylko złudzenie. Tutaj po prostu nie można się nudzić!

Pomimo tego, że spędziliśmy w tym pięknym kraju już kilka cudownych tygodni, z każdym dniem jesteśmy jeszcze bardziej chłonni wrażeń i chcemy więcej! Pogoda nie przestaje nas rozpieszczać, a miasto nieustannie zadziwiać. Niestety czas biegnie nieubłaganie i powoli zaczyna do nas docierać, że już bliżej, niż dalej końca… Jednak po ostatnim weekendzie jesteśmy tylko mocniej przekonani, że Walencja nie pozwoli nam o sobie zapomnieć! A to wszystko za sprawą ‚Fiesta de Las Fallas’, czyli ‚Święta Ognia’ – najważniejszego festiwalu w Walencji. Co prawda największe świętowanie rozpoczyna się dopiero 15 marca, ale najwyraźniej mieszkańcy Walencji nie mogą się już doczekać, dzięki czemu w sobotę mieliśmy okazję zobaczyć mały fragment tego cudownego widowiska. Przez prawie 10 minut oglądaliśmy setki, a nawet tysiące pięknych, kolorowych fajerwerków, wybuchających w powietrze jedna po drugiej, zwieńczonych wybuchem największej w historii tego miasta tzw. masclety, czyli gigantycznej kompozycji pirotechnicznej. Widok zapierający dech w piersiach, który ciężko opisać słowami! Życie jest piękne!

[foogallery id=”4702″]

Flamenco restaurante

Ale to jeszcze nie wszystko! Zwieńczeniem tego pięknego dnia była wizyta w restauracji ‚El Toro y La Luna’. Jest to miejsce, w którym można nasycić nie tylko żołądek, ale także oczy i uszy! Bo czy można przebywając w Hiszpanii nie zobaczyć flamenco? Zdecydowanie nie!

[foogallery id=”4700″]

Tradycyjna, hiszpańska muzyka na żywo połączona z tańcem, klasyczne stroje, kastaniety i śpiew, to idealne połączenie i odzwierciedlenie hiszpańskiej kultury. Każdy wielbiciel Hiszpanii powinien tego doświadczyć.

[foogallery id=”4701″]

We flamenco poprzez taniec opisuje się konkretną historię, gesty i ruchy ciała wyrażają uczucia i podkreślają słowa melodii, która im towarzyszy. Patrząc na ten artystyczny spektakl, czuliśmy, że nasza piękna historia pisze się właśnie teraz… Chwilo trwaj!

Rowerem przez Walencję!

Aktywny weekend

Po długich i wielokrotnych spacerach, posiłkach w dobrych restauracjach, relaksie na plaży, przyszedł czas na bardziej aktywny weekend. Korzystając z tego, że w Walencji pełno jest wypożyczalni i ścieżek rowerowych oraz pamiętając o tym, że ruch to zdrowie, postanowiliśmy zwiedzić jeszcze raz to piękne miasto, uprawiając przy tym odrobinę sportu. Wypożyczyliśmy rowery i skoro świt ruszyliśmy na wycieczkę.

[foogallery id=”4670″]

Trudno było zdecydować się, w którą stronę podążać, bo godzinami można by jeździć po pięknym parku Turia, powstałym w korycie rzeki, czy po centrum miasta, gdzie każda uliczka zachwyca tylko bardziej i bardziej.

[foogallery id=”4668″]

Przejechaliśmy więc prawie każdy zakątek, aż dotarliśmy do plaży, skąd kierowaliśmy się dalej w stronę Port Saplaya, czyli tzw. małej hiszpańskiej Wenecji.
Jadąc wybrzeżem, łapiąc promienie słońca i powiew ciepłego wiatru, myśleliśmy tylko o tym, jakie mamy szczęście, że możemy tu być i jak trudno będzie wracać do Polski…

[foogallery id=”4671″]

Zmęczeni, ale zadowoleni

Kiedy już dotarliśmy na miejsce, lekko zmęczeni, ale zadowoleni, jako wielbiciele dobrego jedzenia, postanowiliśmy zjeść obiad w jednej z pobliskich restauracji. Zgodnie ze zwyczajem, który panuje w Walencji, jak przystało na każdą niedzielę, zamówiliśmy tradycyjne danie Paella Valenciana. Nie pożałowaliśmy – po raz kolejny przekonaliśmy się, że hiszpańska kuchnia jest jedną z lepszych! W tym samym momencie nadzieje o zrzuconych kilogramach uleciały razem z wiatrem, ale za to, na nasze twarze ze zdwojoną siłą powróciły uśmiechy!

[foogallery id=”4669″]

Bo żyje się tylko raz!

 

Skoro świt!

Czekając na ten jeden moment

Stojąc na plaży, w ciszy spoglądając w niebo, czekając na moment, ten jeden moment, w którym wszystko schodzi na drugi plan, w którym liczy się tylko tu i teraz. To właśnie ta chwila kontemplacji, krótkiego zatrzymania. Być w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie.

Widok z każdego zakątka ziemi – inny, a zarazem taki sam dla wszystkich. Sceneria dająca wiarę w przyszłość, uskrzydlająca nas dzisiaj, a jednocześnie wstrzymuje na ziemi w błogim ukojeniu.

To właśnie czuję, patrząc na wschód słońca. To moja nadzieja, początek czegoś nowego, wspaniałego, gdy promienie słońca delikatnie otulają moją twarz, oddając swoje ciepło.

Niech każdy będąc w Walencji poczuje to co ja, gdy witam nowy dzień, siedząc na piaszczystej plaży, patrząc na przepełniony mnóstwem kolorów horyzont, zza którego wyłania się ta magiczna gwiazda.

 

[foogallery id=”4557″]

Na każdym kroku Walencja uwodzi mnie swoim urokiem. Każda uliczka, każdy zakamarek tego urokliwego miasta ma w sobie to coś, co każe na chwilę się zatrzymać. Teraz już wiem dlaczego czas płynie tutaj wolniej, spokojniej – błogo.

[foogallery id=”4559″]

 

Mnóstwo knajp, restauracji, ogrom pysznego jedzenia, to jest to czym Hiszpanie mogą się najbardziej pochwalić. Cieszę się, że dane mi jest tutaj być, poznać Walencje, jej kulturę. A co najważniejsze posmakować tych wszystkich jakże wykwintnych dań, które na długo na samą myśl będą rozpieszczać moje kubki smakowe.

 

Czym jeszcze zaskoczysz mnie Walencjo…?

Walencja od kuchni- inaczej? :)

Kolejna grupa poznaje Walencję, a nam pozostały wspomnienia

Już kolejna szczęśliwa grupa poznaje czar pięknej Walencji podczas gdy nasz pobyt dobiegł końca parę miesięcy temu. Był to fantastyczny czas na poznanie jej uroków, ciekawych i otwartych ludzi, wyśmienitej kuchni hiszpańskiej, w której nie trudno było się zakochać. Warsztaty kulinarne jak i praktyki, które mieliśmy okazję odbyć, były bardzo inspirujące. Pozwoliły nam poznać jedne z lepszych smaków, jakimi są smaki Hiszpanii. Jedno z ważniejszych grantów to wspomnienia o tym cudnym czasie. Dlatego powspominajmy co nieco pewne wydarzenia, które mieliśmy okazję przeżyć.

Głodni doświadczeń

Głodni doświadczeń, które jeszcze bardziej poszerzyłyby naszą wiedzę na temat kuchni hiszpańskiej (niekoniecznie typowo śródziemnomorskiej), postanowiliśmy udać się na warsztaty kuchni wegańskiej. Wówczas mieliśmy okazję poznać smak sobrasady (typowej kiełbasy, której składnikami jest mięso wieprzowe, papryka, sól i inne przyprawy), ale w wersji bezmięsnej- z orzechów nerkowca, oliwy z oliwek i suszonych pomidorów w połączeniu z świeżo wypieczonym przez nas chlebem bezglutenowym. Jest to przepis, który wdrożyliśmy w nasze polskie gotowanie. Jest bardzo smaczny, prosty i zdrowy. Można z takiej pasty przygotować pożywne śniadanie, bądź ciekawą przekąskę dla znajomych. W połączeniu na przykład z dowolnym pieczywem, krakersami, czy też grzankami.

Kolejnego wieczoru podczas warsztatów przygotowaliśmy własnoręcznie deser w postaci marcepanu uformowanego w dowolne kształty, który następnie został upieczony w piekarniku. Przepis był równie prosty i smaczny. Składał się z mąki migdałowej, białego cukru pudru (choć z powodzeniem można użyć zdrowszej wersji cukru nierafinowanego, muscovado, czy ksylitolu), syropu cukrowego z limonką i puree, z ugotowanego słodkiego ziemniaka. Jak wiemy, migdały to ważny składnik naszej diety, wzbogacający w prozdrowotne właściwości. Sięgajmy po nie chętnie, a nasz organizm z pewnością nam za nie podziękuje. 🙂 Te warsztaty to dowód na to, że miejscowi Hiszpanie lubią dzielić się swoją wiedzą nieodpłatnie, w zamian za pomoc w przygotowaniu przysmaków i oczywiście chęć do pracy. Było to ciekawe doświadczenie, dzięki któremu wzbogaciliśmy nasze kucharskie księgi w pyszne przepisy. Na pewno było warto wykorzystać na to wolne popołudnia.

Głodni nowych technik kulinarnych

[foogallery id=”4413″]

W poszukiwaniu inspiracji i nowych technik kulinarnych, kolejnym naszym przystankiem była tawerna Del Mar znajdująca się w tzw. „małej Wenecji” (Port Saplaya, Carrer de la Unió, 11, 46128 Alboraia, València, Hiszpania). Było to miejsce, gdzie trafiliśmy całkiem przypadkiem. Polecił je nam pewien Hiszpan w momencie gdy byliśmy bardzo głodni i rzecz jasna chcieliśmy posmakować tradycyjnej kuchni hiszpańskiej. Podczas pysznego obiadu w postaci Paelli De Marisco, poznaliśmy przesympatyczną i niezwykle otwartą załogę restauracji na czele z Paco – szefem kuchni. Gdy tylko Paco dowiedział się, że jesteśmy z Polski i odbywamy zarówno kurs jak i praktykę kulinarną, zaproponował nam wspólne gotowanie. Chciał nam przekazać własną wersję typowej Paelli Valenciany. Parę dni później pojawiliśmy się tam pełni entuzjazmu i gotowości. Spędziliśmy owocny czas w kuchni samego szefa, który pozwolił nam aktywnie uczestniczyć w procesie tworzenia dania. Był tak miły, że ugościł nas w swojej restauracji jak swoich najlepszych przyjaciół.

Jest to miejsce, które śmiało możemy polecić, oferujące naprawdę wyśmienitą, tradycyjną kuchnię śródziemnomorską i klimat niespiesznej, serdecznej, otwartej Hiszpanii. Jedyne czego żałujemy to to, że prawdopodobnie z powodu nadmiaru wrażeń zapomnieliśmy uwiecznić nasze spotkanie wspólnym zdjęciem. Ale jest to jeden z wielu powodów, dla których pewnego dnia, zechcemy powrócić do tego magicznego miejsca. Walencja zapisała się w naszej pamięci jako bardzo niezwykle różnorodne i przyjazne miejsce, dające niesamowite możliwości, nie tylko kulinarne. Obecnym uczestnikom życzymy wielu niesamowitych wrażeń i uciechy z każdej chwili podczas pozostałego pobytu!

Hasta luego! 🙂

[foogallery id=”4414″]

 

Magia Walencji

Walencja i czego chcieć więcej!

Walencja nie przestaje nas zaskakiwać! Odkąd przyjechaliśmy, zastanawiamy się czy można sobie wyobrazić lepszy początek Nowego Roku. Słońce, plaża, pyszne jedzenie, piękne miejsca – czego chcieć więcej!
Pierwszy tydzień minął nam bardzo intensywnie. Staraliśmy się nie zmarnować ani chwili. Zwiedzaliśmy miasto, poznawaliśmy nowych ludzi i odkrywaliśmy nowe smaki. Walencja zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie. Zaskoczyła nas piękną architekturą, dużą ilością egzotycznej roślinności i drzewek pomarańczowych na każdym kroku.

[foogallery id=”4308″]

Szczególnym dla nas miejscem ze względu na zainteresowanie gastronomią był Mercat Central. Jest to największa i najstarsza hala targowa w Walencji. Jej modernistyczna architektura i bogactwo produktów zrobiło na nas niesamowite wrażenie. Wybór mięs, owoców, warzyw i lokalnych produktów był imponujący! Szczególnie miłym dla nas akcentem były świeże owoce, w środku zimy! Skosztowaliśmy także tradycyjnej walenckiej czekolady Bollet valenciano, którą zdecydowanie powinien spróbować każdy wielbiciel słodkości. Na pewno odwiedzimy to miejsce jeszcze nie raz.

[foogallery id=”4306″]

Ten tydzień, był również wyjątkowo intensywny pod względem kulinarnym, szczególnie dla osób, które jeszcze nie mają doświadczenia w pracy na kuchni. Mieliśmy okazję uczyć się od najlepszych. W tajniki przygotowywania tradycyjnych hiszpańskich potraw wprowadzał nas szef kuchni Nacho, którego profesjonalizm i optymizm udzielał się wszystkim. Chociaż uczymy się języka hiszpańskiego dopiero drugi miesiąc, to z pomocą Nacho udało nam się przygotować pyszne potrawy m.in. paella valenciana, croquietas, menestra de verduras i tortilla de patatas.

[foogallery id=”4304″]

Z niecierpliwością czekamy na rozpoczęcie praktyk w restauracjach. Mamy zamiar wykorzystać ten czas maksymalnie i nauczyć się jak najwięcej.

[foogallery id=”4302″]

 

Pierwsze chwile w Walencji

[foogallery id=”4240″]

 

W dniu naszego przyjazdu Walencja powitała nas słońcem. I jak na razie to się nie zmienia. Towarzyszy nam każdego dnia. Wschodzi późno, ale kiedy wzejdzie, zaczyna świecić w nasze okna sugerując, że czas już wstać 🙂

Jesteśmy tu dopiero kilka dni. Tak naprawdę wciąż dopiero poznajemy okolice naszego zamieszkania (udało nam się dotrzeć już na plażę, do pobliskich sklepów, a nawet do hali targowej!), drogę na zajęcia, miejsce naszych warsztatów i naszych nauczycieli. Tak się składa, że nasz profesor języka hiszpańskiego jest przewodnikiem, więc w pierwszym dniu zajęć oprowadził nas po mieście, pokazując warte zobaczenia miejsca. Jak dobrze, że mamy jeszcze trochę czasu, żeby zagłębić się bardziej w to piękne miasto…

[foogallery id=”4245″]

Popołudnia spędzamy poznając tajniki pracy w kuchni. Od najbardziej podstawowych spraw po te mniej oczywiste. Każdego dnia uczymy się przygotować kolejne potrawy, a przepisy kolekcjonujemy i z pewnością do niejednego wrócimy…

[foogallery id=”4256″]

„Ta ostatnia niedziela…”

kurs-szkolenie-praktyka-staż-praca-kucharz-kraków-tarnów

W głowie się nie mieści

W głowach nam się nie mieści jak ten czas szybko płynie, a wraz z nim nie ubłagalnie dobiega końca nasza wielka walencka przygoda.

Było niesamowicie! Aż łezka się kręci w oku na myśl o tym ile wspaniałych rzeczy nas tutaj spotkało. Ileż inspiracji, ileż kulinarnych doznań, ileż pięknych wycieczek z nieziemsko pięknymi widokami, ileż znajomości które mamy nadzieje pozostaną pielęgnowane na zawsze!

Strach ma wielkie oczy

Strach ma wielkie oczy i patrząc z perspektywy czasu, większość naszych obaw związanych z wyjazdem okazało się być zupełnie nieuzasadnionymi. Mimo, że wyjazd wymagał od nas odwagi. Niejednokrotnie byliśmy przerażeni nowymi sytuacjami z którymi przyszło nam się zmierzyć w obcym kraju. Ale to nic przy ilości dobrodziejstwa, które każdy z nas otrzymał w zamian. To był naprawdę bardzo wartościowy czas dla każdego z nas! Jeżeli czyta to ktoś, kto ma możliwość udziału w projekcie, niech się dłużej nie zastanawia  !

[foogallery id=”4071″]

 

Praktyka w restauracji, język hiszpański i wycieczki po Walencji i okolicy

Praktyki w restauracjach zostały dobrane idealnie, według potrzeb każdego z nas. Nasi mentorzy dołożyli wszelkich starań, aby każdy z nas poczuł się dobrze i wyciągnął jak najwięcej dla siebie z praktyk. Pamiętamy również jak baliśmy się co to będzie z komunikacją w kuchni… W końcu Maylen (nasza nauczycielka hiszpańskiego) jest bardzo dobrym pedagogiem, ale uczyliśmy się hiszpańskiego tylko jeden miesiąc! Jesteśmy pełni podziwu ile wiedzy wtłoczyła nam do głów w tak krótkim czasie i dzięki niej świetnie daliśmy sobie radę!

Na miejscu także uczyliśmy się hiszpańskiego z Jaume, który ułatwił nam szybkie zaaklimatyzowanie się w Walencji, pokazał nam miasto i ciekawe miejsca. Jedną z wycieczek zaproponowanych przez Jaume’iego była wycieczka statkiem po Albuferze. Historia jeziora otoczonego polami ryżowymi jest bardzo interesująca. Albufera jest oddzielona od morza przez mierzeję, co pozwala aby tak blisko morza utworzył się wielki zbiornik wodny o słodkich wodach. Większość parku przyrody to pola ryżu niełuskanego z „arroz bomba” i ryżu „albufera”, oba używane lokalnie do produkcji paelli.

[foogallery id=”4072″]

 

Równie duże wrażenie zrobiła na nas wycieczka do Mercat’u Central de Valencia z naszą mentorką i wspaniałą nauczycielką hiszpańskiej kuchni Marią Jose. Mercat to jeden z najstarszych, wciąż funkcjonujących rynków Europy. Jesteśmy przekonani, że wizyta tutaj to „must have” dla każdego, nie tylko dla kucharzy czy pasjonatów kulinarnych. Mercat to taka  „świątynia gastronomii” – różnorodność lokalnych produktów, świeżych owoców, warzyw, najlepszych rodzajów szynki iberyjskiej, serów, wypieków od regionalnych piekarzy, oliw od producentów z tutejszych gajów oliwnych, pysznych win, szafranu (luksusowej przyprawy wykorzystywanej do przygotowania Paelli Valenciany) pozwala na zanurzenie się w klimacie miasta, tutejszej tradycji i kulturze.

[foogallery id=”4073″]

 

Targi gastronomiczne – Gastronoma w Walencji

W ostatni poniedziałek naszego pobytu w Walencji Maria Jose zabrała nas na wielkie święto gastronomiczne w Walencji – Feria Gastronoma. Dla każdego kucharza i pasjonata kuchni to nie lada gratka. Mogliśmy skosztować specjałów najlepszych hiszpańskich kucharzy, lokalnych produktów – oliw, win, serów, wędlin, owoców, warzyw, wyrobów piekarskich i cukierniczych. To wydarzenie na długo pozostanie w naszej pamięci, gdyż rozpieściło nasze podniebienia.

[foogallery id=”4074″]

 

Naładowane akumulatory pozytywną energią

Nasze wewnętrzne akumulatory zostały naładowane pozytywną energią i już nie możemy się doczekać aż przywieziemy ją do naszej cudownej Ojczyzny, a Walencja na zawsze pozostanie w naszych sercach, gdyż ugościła nas najlepiej jak tylko mogła!

In my head – Valencia

Na mecie projektu Gotuj po hiszpańsku

Czas pobytu w Hiszpanii niestety chyli się ku końcowi.
Już teraz będąc na mecie projektu mogę powiedzieć, że była to jak dotąd najbardziej pouczająca i wymagająca przygoda w moim życiu.
Wiele nowych przyjaźni, miejsc, doświadczeń i możliwości.

Miałem szczęście odbywać praktyki w naprawdę cudownej restauracji o nazwie LOTELITO. Mieści się ona w ścisłym centrum Walencji obok placu De I’Ajuntament i żałuję, że nie mogę zostać tam dłużej. Szefowie kuchni i cały zespół starali się pomóc mi i przekazać jak najwięcej wiedzy. Wkładali w to wiele wysiłku i czasu, za co jestem im ogromnie wdzięczny. Każdy dzień przynosił coś nowego, dzięki czemu nie dopadła mnie rutyna, a wręcz chciało mi się tam być. I teraz przypominam sobie słowa, które na początku praktyk powiedział szef, a brzmiały one tak: „w tej kuchni wszyscy jesteśmy rodziną, traktujemy się i szanujemy jak rodzina” i rzeczywiście tak było. Będę naprawdę mocno za nimi tęsknił i za całą atmosferą jaką tworzyli.

W czasie wolnym…

No, ale nie myślcie, że tylko pracowałem. Prócz szkoły i zajęć w ALTAVIANIE, był oczywiście czas wolny, który każdy wykorzystywał w dowolny sposób. Ja akurat pomagałem tutejszemu polskiemu księdzu w formacji nowych ministrantów i posłudze wśród Polonii mieszkającej w Walencji i okolicach. Zawsze z niecierpliwością czekałem, żeby się z nimi spotkać, porozmawiać.
Organizowaliśmy wspólne wypady w góry, gdzie widoki były tak piękne, że w niektórych momentach brakowało słów, też był czas na wspólne gotowanie co mi się również podobało.

Dwa najważniejsze dni

Lecz najważniejszymi momentami były dla mnie dwa dni.

Pierwszy dzień gdy młodzież, dla której prowadziłem kursy, została pobłogosławiona do posługi ministranta, co było zwieńczeniem naszego wysiłku, pracy i nauki. Także w tym wydarzeniu uczestniczyła cała parafia, ponieważ było to pierwsze oficjalne powstanie polskiej służby liturgicznej w Walencji.

A drugim dniem był Dzień NIEPODLEGŁOŚCI, który było nam dane przeżywać wśród Polaków w Hiszpanii. Było pięknie, uroczyście, a Msza na którą przybył konsul RP z Madrytu odbywała się w Katedrze w samym sercu Walencji. Była ona sprawowana przez kardynała Antonia Cańizaresa Llovera. Po Mszy zaśpiewaliśmy wszyscy Hymn Polski a po nim ruszyliśmy w Marszu do Pałacu Arcybiskupiego by złożyć kwiaty pod pomnikiem Jana Pawła II.

Oczywiście, w tych dwóch dniach i w praktykach nie zamykam całych dwóch miesięcy, bo przeżyć które ma każdy z nas jest naprawdę masa no i…
Wiecie co? Żal wyjeżdżać, i już zazdroszczę kolejnej grupie, która przyjedzie tutaj. Ale wszystko ma swój koniec. Mam tylko nadzieje, że żadna przyjaźń, którą tutaj zyskałem nie zniknie, a wiedza, którą zdobyłem pomoże mi w rozwinięciu  skrzydeł.

A na razie TIME TO SAY GOODBYE VALENCIA!

!Cerrado por dieta!

45 dni pobytu w pięknej Walencji za nami – jak ten czas szybko leci!

Zawsze zastanawiałam się dlaczego to właśnie Hiszpanie żyją najdłużej ze wszystkich krajów Europy. Dziś dzięki możliwości poznania tych wspaniałych ludzi śmiało mogę powiedzieć, że sekret długowieczności to nic innego jak dobre jedzenie i optymistyczne nastawienie do otaczającego nas świata.  Niby proste, a dla nas Polaków nie zawsze oczywiste..

„Człowiek nie może prawidłowo myśleć, kochać i spać, jeśli wcześniej porządnie się nie najadł” -Virginia Woolf

Chociaż fast food’y i półprodukty dotarły również do Hiszpanii, obserwując mieszkańców Walencji można zauważyć, że są oni bardzo związani ze swoją kuchnią. Podstawą dla większości mieszkańców niezmiennie pozostaje oliwa z oliwek, ryby, chleb, jajka, warzywa strączkowe i sery.

Hiszpanie bez wątpienia celebrują posiłki – dla nich śniadanie. lunch czy kolacja to świetna okazja do spotkania przyjaciół, rodziny, a także załatwienia interesów.

[foogallery id=”3992″]

 

Dieta śródziemnomorska to nie dieta, a filozofia życia oparta głównie na gotowaniu, jedzeniu, celebrowaniu posiłków, aktywnym trybie życia i sjeście! Wydaje mi się, że dobrze znane powiedzenie, że najlepsi ludzie to Ci, którzy kochają jeść powstało właśnie tutaj – w Walencji.

[foogallery id=”3993″]

 

Dzięki projektowi „Gotuj po hiszpańsku” nie tylko mogę rozwijać swoją pasję do gotowania, poznawać wiele tajników kuchni hiszpańskiej, podróżować, poznawać nowe smaki,  pracować i uczyć się od najlepszych kucharzy, ale też każdego dnia mogę odkrywać sekrety długowieczności. Nawet jeśli coś idzie nie po naszej myśli to przecież !no pasa nada! – jutro też jest dzień, nie martwmy się na zapas i chodźmy razem na pyszny tapas!

 

[foogallery id=”3990″]