Ładowanie strony...

Port Saplaya, czyli „Mała Wenecja”

Chcąc czerpać jak najwięcej z pobytu w Walencji, postanowiliśmy pewnego popołudnia odwiedzić port Saplaya w północnej części Walencji. Jest to dzielnica mieszkalna znajdująca się w wiosce Alboraya, oddalona 5 kilometrów od centrum Walencji. Jest to idealne miejsce, żeby cieszyć się latem, plażą, szumem morza, popijając horxatę. Pewnie wyobrażacie sobie zwykłą nadmorską miejscowość, jednak to widok miasteczka i małego portu znajdującego się sercu Saplaya zapiera dech w piersiach. Dookoła otacza nas cała feeria barw urokliwych domków. Kolorowe domy powstały w latach 70. , zostały zbudowane wzdłuż kanału, gdzie zacumowane są łódki i jachty. Ze względu na zabudowę oraz sieć kanałów nazwano to miejsce „Małą Wenecją”.
Jeśli chcecie odpocząć nieco od miejskiego zgiełku, polecam zgubić się w korytarza uliczek, w których panuje błoga cisza. Następnie znaleźć wzdłuż promenady jedna z horchaterii, z których słynie Alboraya. Ponadto w sezonie letnim możemy trafić na mały rynek wypełniony straganami lub kino letnie, co jest kolejnymi zaletami, dla których warto odwiedzić to wyjątkowe miejsce.

Jak dojechać do portu Saplaya?
Aby dostać się do tego malowniczego miejsca, polecam pojechać autobusem miejskim numer 31, wzdłuż plaży, aż do ostatniego przystanku jakim jest Mare Nostrum – la Patacona. Dalej czeka nas krótki spacer i za 15 minut jesteśmy na miejscu. Port połączony jest także z linią autobusową z Alboraya.   Można się tam dostać linią metra nr 3, a następnie skorzystać z linii autobusu nr 70.
Artykuł Port Saplaya, czyli „Mała Wenecja” pochodzi z serwisu Kuchnia hiszpańska – przepisy "Gotuj po hiszpańsku".
Source: blog gotuj po hiszpańsku

„Owoce” Walencji

Wolny dzień, to czas na poznanie miejsca, w którym jesteśmy. Nauczyciel Jaume zabrał nas więc na tradycyjną horchatę, orxatę, czy jakoś tak… w zależności od regionu ten tradycyjny napój pisany jest w różny sposób, jednak receptura jest podobna, a nazwa owego napoju to „ORCZATA”.
Orxatę w tradycyjny sposób przygotowuje się z migdałów ziemnych Chufa, czyli cibory jadalnej, potocznie nazywaną orzechami tygrysimi. Smak tych owoców przypomina w pewnych stopniu zwyczajne migdały, jednak wyczuwalna jest nuta bardziej kokosowa. Orzechy są cennym źródłem błonnika i witamin z grupy C i E. Więc jeśli dbasz o zdrowe odżywianie i nie znałeś tej rośliny do tej pory, powinieneś się nią zainteresować i dodać ją do swojej diety.
Przepis na „Orxatę”
Przepis na orxatę jest prosty, a Hiszpanie piją ją na co dzień w upalne dni, ponieważ doskonale gasi pragnienie. Wystarczy tylko wypłukać orzechy, wysuszyć je, drobno zmielić, lub utrzeć w moździerzu, zalać wodą, dodać cukier tak by rozpuścił się w przygotowanym płynie. Całość przecedzić na drobnym metalowym sitku wyłożonym płótnem. Otrzymany koktajl dobrze schłodzić, a w zależności od stopnia schłodzenia, możemy dodać pokruszony lód.
W czasie naszej wycieczki do najpopularniejszej i uznanej przez wielu za najlepszą kawiarnię podającej orxatę, czyli horchaternię „Daniel”, http://www.horchateria-daniel.es/. Spróbowaliśmy tego specjału i muszę przyznać, że smakuje wyśmienicie! Wielu z nas uznało, że smakiem przypomina ona sok marchewkowy, ale jak się okazuje nie ma to nic wspólnego z marchwią. Nieodłączonym dodatkiem do horchaty są, słodkie paluchy drożdżowe oblane lukrem zwane „Fartons”. Tradycyjnie zanurza się je w szklance z napojem i lekko namoczone, po prostu je! Smakołyk ten jest popularny zwłaszcza wśród staruszków, którzy stanowią większość społeczeństwa w Walencji.
Bogactwo hiszpańskich plonów
Następnie w miejscowości Alboraya, obejrzeliśmy co uprawia się na okolicznych polach. Osobiście zazdroszczę tego, że Hiszpanie mają możliwość zbierania plonów przez cały rok i pozyskiwania świeżych warzyw i owoców. Nie jest niespodzianką to, że sadzi się tu ziemniaki, których mieszkańcy Walencji używają na potęgę, ponieważ na ich bazie przygotowuje się potrawy. Zaczynając od śniadań na kolacji kończąc. Cebule, grochy i fasole, pomidory, paprykę, warzywa korzeniowe, marchew, pietruszkę, seler. Niespodzianką na polskim polu byłyby na pewno karczochy, które mam wrażenie, na tutejszych polach rosną dosłownie wszędzie. Dużą atrakcją są też nietoperze, które rosną na drzewach oliwnych, awokado i jak wiadomo owoce cytrusowe. Pomarańcze rosnące na ulicach, których nikt nie zrywa, bo każdy wie że może się to skończyć fatalnie. A w najlepszym przypadku zatruciem pokarmowym. Plantacje wspomnianych już wcześniej pomarańczy, mandarynek, cytryn i limonek ciągną się kilometrami. Gdzieniegdzie można spotkać rosnące ananasy, banany czy palmy kokosowe.
Wszystko to sprawia że Walencja jest samowystarczalna pod wieloma względami. Dostęp do morza i pozyskiwanie z niego wszystkich dóbr, które ono daje opiszę wkrótce!
HASTA LUEGO!

 
 
Artykuł „Owoce” Walencji pochodzi z serwisu Kuchnia hiszpańska – przepisy "Gotuj po hiszpańsku".
Source: blog gotuj po hiszpańsku

Praktyki w restauracjach

Po kilku dniach przygotowań i długim weekendzie przyszedł czas na prace. Każdy z grupy został przydzielony indywidualnie do restauracji, tak aby spełnić oczekiwania dotyczące typów kuchni. Restauracja do której zostałem przydzielony nazywa się „VIVA Mascaraque”, zlokalizowana przy Ulicy Santo Tomás, 18. Jest to klasyczna hiszpańska kuchnia z dodatkiem nowoczesności, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. W pierwszy dzień praktyk, poznałem pracowników restauracji. Byli to mili ludzie z bardzo dobrym nastawieniem i potrafiący bardzo dobrze gotować. Po zapoznaniu się z z kuchnią i osobami pracującymi na niej, wzięliśmy się do pracy. Miłym zaskoczeniem było to, że w godzinach obiadowych wszyscy zasiadają do jednego stołu i spożywają wspólnie posiłek. Jest to czas gdzie można porozmawiać i dowiedzieć się nieco o kulturze i kuchni hiszpańskiej.

Szparagi z majonezem, awokado i batonik ze słonecznikaAnanas obtoczony „włosami anielskimi” z lodami kokosowymi”Flan” podany z marakują i kremem waniliowymLa paella Valenciana

Artykuł Praktyki w restauracjach pochodzi z serwisu Kuchnia hiszpańska – przepisy "Gotuj po hiszpańsku".
Source: blog gotuj po hiszpańsku

ZmysłOwa Walencja

Zazwyczaj wybierając się w nowe, nieznane nam miejsce,sięgamy po przewodniki i mapy, by odpowiednio przygotować się do zwiedzania miasta. Zwracamy uwagę na historię powstania miejscowości, czytamy o ważnych postaciach z jej dziejów. Przewodniki odnotowują miejsca warte obejrzenia, bogate są w liczne wskazówki i podpowiedzi. Oczywiście można zdać się na intuicję i pominąć wspomniane wcześniejsze przygotowania, na własną rękę szukając sposobu na swoje własne, indywidualne poznanie nowego miejsca. Mnie Walencja nie pozostawiła wyboru. W kąt odeszły wszelkie przewodniki, wcześniej zasłyszane rady czy instrukcje. Już od pierwszych chwil pobytu tutaj przemówiła do mnie z pełną mocą. Poznaję ją intuicyjnie, wsłuchując się w to, co próbuje mi powiedzieć. Posługuje się przy tym uniwersalnym, międzynarodowym kodem – językiem zmysłów. Nie wymaga on tłumaczenia ani wcześniejszej nauki, bo kod ten jest w każdym z nas.
Tutaj każdy bodziec odczuwa się inaczej. Intensywniej. Pełniej. Tak jak w przypadku unoszącego się w powietrzu aromatu kwiatu pomarańczy. Słodkiego, zdecydowanego, mocno pobudzającego zmysł powonienia. Wiosną krajobraz wzbogacony zostaje o rzędy białych, drobnych kwiatów, które darują mieszkańcom miasta jeden z najpiękniejszych zapachów świata. Dla takich wrażeń zmysłowych warto odwiedzić Walencję właśnie wiosną.
Gdy moje nozdrza zdążyły już oswoić się z niespotkanym wcześniej zapachem, do głosu doszedł, nomen omen, zmysł słuchu. Po pierwszych kilku dniach spędzonych w Walencji zaryzykuję stwierdzenie, że to miasto nigdy nie śpi. Jest pełne radosnych, uśmiechniętych ludzi, z emfazą dzielących się swoimi wrażeniami. Z kawiarnianych ogródków, z parkowych ławek, zewsząd dobiegają perliste śmiechy i spontaniczne wybuchy entuzjazmu. Ta atakująca uszy radość nie jest wystudiowaną, sztuczną pozą, to autentycznie wyrażane zadowolenie ze spotkania z drugim człowiekiem. Zaobserwowałam to choćby w sklepie czy na klatce schodowej, gdzie nieznane mi osoby wesoło witały się zemną, ujawniając swój pozytywny stosunek do otoczenia.
Również i zmysł dotyku działa w tym miejscu na najwyższych obrotach. Spacer boso po pobliskiej plaży nie pozwala receptorom dotyku pozostać obojętnym. Delikatny, sypki piasek leniwie przelewa się pomiędzy palcami, pieszcząc i zarazem masując nasze stopy. To prawdziwa ulga po intensywnym dniu. Matka Natura dla tego rejonu była wyjątkowo hojna!
Nie szczędziła także walencjanom mocnego, wręcz oślepiającego słońca. Wszystko wydaje się tutaj jaśniejsze, barwy są mocniej nasycone. Ta intensywność w odbieraniu wrażeń zmysłowych ma, zdaje się, wpływ na samopoczucie i postawę mieszkańców. Chcąc odwdzięczyć się Naturze, pobraną energię z promieni słonecznych oddają napotkanym na swojej drodze osobom. Ot, cała tajemnica życzliwej postawy tubylców. W dużym uproszczeniu, rzecz jasna. Nieopuszczające mnie wrażenie intensyfikacji recepcji wrażeń wzrokowych znajduje poparcie w przyznanej Walencji w 2014 roku Europejskiej Nagrodzie Pogodowej za najbardziej przyjazny klimat. Statystyki mówią bowiem, że tutaj więcej niż 300 dni w roku jest słonecznych. A jeśli pada to krótko.
Ostatni ze zmysłów – zmysł smaku zostawiłam, a jakże, na deser. Sposób życia mieszkańców Walencji, ich przyzwyczajenia, położenie geograficzne, a nawet podłoże historyczne warunkują tutejszą zróżnicowaną kuchnię. Gwarne spotkania urozmaicane są niekończącymi się porcjami tapas, pragnienie w upalne dni gasi chłodne miejscowe piwo, ryż porastający pobliskie pola znajduje w kuchni szerokie zastosowanie, nieprzebrane bogactwo ryb sprzedawanych wprost z morza – to wszystko czyni Walencję niezwykle apetyczną.
Słońca, wspaniałych widoków, życzliwych ludzi, tutejszych zapachów niestety nie uda mi się przywieźć do Polski, jednak wyjadę stąd z głową pełną pomysłów i receptur, które znajdą zastosowanie w mojej kuchni.

Artykuł ZmysłOwa Walencja pochodzi z serwisu Kuchnia hiszpańska – przepisy "Gotuj po hiszpańsku".
Source: blog gotuj po hiszpańsku

!Hola Valencia!

Miesiąc po przygotowaniach w Krakowie ruszyliśmy w podróż do Walencji. Projekt w którym bierzemy udział, to połączenie przyjemnego i pożytecznego, nauka języka hiszpańskiego, warsztaty kulinarne i staż w restauracjach, którego chyba najbardziej wyczekujemy.
Pierwsze wrażenia z miasta Walencja
Walencja już na samym początku zrobiła na nas ogromne wrażenie. Widoki, budynki które widzieliśmy na pocztówkach, charakterystyczne wąskie uliczki. Komfort tego, że zakwaterowani jesteśmy obok plaży, dało nam możliwość zobaczenia już pierwszego dnia morza śródziemnego. O tej porze, woda jest trochę zimna, ale wszystko rekompensuje słońce, którego nam tak brakowało w Polsce.
Warsztaty kulinarne kuchni hiszpańskiej
Drugiego dnia poznaliśmy Fernando i zaczęliśmy warsztaty. Fernando Ferrero jest szefem kuchni, który gotuje tradycyjne hiszpańskie dania, w większości zdekonstruowane i podane w niecodzienny, bardziej nowatorski sposób. Wszyscy dowiedzieliśmy się wiele na temat lokalnej i narodowej sztuki kulinarnej, a przede wszystkim tego, że w daniach, które serwują mieszkańcy Walencji, za mało soli dla nas, to idealne połączenie dla lokalnych kucharzy, a jeśli myślisz że dolałeś mało oliwy, to niestety nie masz racji, dolej jeszcze trochę!
Pierwszy tydzień, choć jeszcze się nie skończył. możemy uznać za bardzo ciekawy, pracowity i owocny, a z pewnością jest to czas, który spędziliśmy na poznawaniu kuchni, smaków, miejsc, kultury i lokalnej tradycji.
Z niecierpliwością wyczekujemy pierwszy dzień stażu w restauracjach do których zostaniemy przydzieleni.

 
Artykuł !Hola Valencia! pochodzi z serwisu Kuchnia hiszpańska – przepisy "Gotuj po hiszpańsku".
Source: blog gotuj po hiszpańsku

Kontynuacja projektu „Gotuj po hiszpańsku”!

Rozpoczynamy rekrutację do I edycji międzynarodowego projektu „Gotuj po hiszpańsku II”!

Jeśli masz 18 – 35 lat, szukasz pracy i chcesz zdobyć doświadczenie w zawodzie kucharza ze specjalizacją kuchnia śródziemnomorska, zgłoś się już dzisiaj!

W programie: 80 – godzinny kurs językowy przygotowujący do wyjazdu, 60 dni pobytu w Hiszpanii, w tym kurs językowy, kurs kuchni hiszpańskiej oraz praktyki w renomowanych hiszpańskich restauracjach. Nie jest wymagane formalne wykształcenie ani doświadczenie zawodowe.

Udział w projekcie jest bezpłatny, a ilość miejsc ograniczona!

Formularze rekrutacyjne przyjmujemy od 29.01.2018 r. – 20.02.2018 r.

Więcej informacji w Biurze Projektu: ul. Szlak 8a, 31-161 Kraków, w zakładce rekrutacja, pod adresem e-mail: gotuj@fundacjaproaktywni.pl, lub telefonicznie pod nr 12 200 21 77.

Paella Valenciana dawniej i dziś

  Pochodzenie Paella ?

Paella jest potrawą hiszpańską wywodzącą się z Walencji występuje w licznych odmianach.
opiera się na ryżu z dodatkiem szafranu, podsmażanym oraz gotowanym na metalowej patelni z dwoma uchwytami. Podawana jako danie główne, najczęściej obiadowe, gdyż jest ona zbyt ciężkostrawna na wieczorny posiłek. Paelle spożywa się bezpośrednio z naczynia w którym ją przygotowano.
Nazwa pochodzi od łacińskiego słowa „patella” co znaczy metalowe naczynie służące rzymianom do obrzędów religijnych. Początkowo danie spożywane było przez robotników, którzy jadali gotowany ryż podczas przerwy w pracy.
 
 
  Niedzielna tradycja według przepisu świętego
Paella niedzielna, zgodnie z tradycją, przygotowywana jest tego samego dnia przez mężczyznę. Spożywa się ją wspólnie całą rodziną.
Powinna ona zawierać tylko świeże oraz oryginalne składniki. Jak twierdzą Hiszpanie ,,la paella no es arroz con cosas” (paella to nie jest ryż z innymi rzeczami) dlatego też muszą znaleźć się następujące składniki:
duża, biała fasola podobna do pięknego jasia, pomidory,zielona płaska fasola, mięso z kurczaka oraz królika, sól, oliwa, ryż, woda i szafran, który często zastępuje się colorante ze względów ekonomicznych.

Tradycyjnie używa się tylko wymienionych powyżej składników, natomiast często dodaje się ślimaki, karczochy, paprykę. Nie pogarsza to smaku paelli, lecz narusza święty przepis.
  Restauracja La Maritima
W restauracji La Maritima paelle robi się w odmienny sposób. Gdy wywar z mięsa fasoli białej oraz zielonej jest gotowy, obie fasole wyrzuca się i dodaje nowe tuż przed końcem. Takie działanie ma na celu wzbogacić aromat fasoli w wywarze, a jednocześnie fasole obecne w paelli są pełne smaku oraz nie tracą koloru.

Składniki powinny pochodzić z Walencji. Doskonałym przykładem przestrzegania tejże zasady jest firma Astroc, która w 2006 roku przygotowała tradycyjną paelle w Nowym Jorku dla 20 000 biesiadników. Organizator uznał, że dla zachowania oryginalnego smaku wszystkie produkty powinny pochodzić z Walencjii.
Wówczas przywieziono do Nowego Jorku:
4143 l wody
247 l oliwy
270 kg przecieru pomidorowego
240 kg białej fasoli
1000 kg zielonej płaskiej fasoli
przyprawy
1520 kg ryżu.
jedynym składnikiem, którego nie udało się przewieźć było surowe mięso
 
   Prezentacja potrawy w holu restauracji
   
 
  Ciekawostki

Cytryna

Do paelli dodawane są cząstki cytryny. Zasada głosi, że przed wyciśnięciem cytryny na paelle należy poinformować pozostałych jedzących.

Przypalony ryż

dobrze przygotowana paella powinna charakteryzować się brązową warstwą, mocno przypieczonego ryżu (nazywa się to „socarraet”- spalony). Nie należy porównywać do przypalonego ryżu. Zeskrobanie socarret do ostatniego ziarna jest punktem honoru.

Ciekawostką jest „wikipaella” w której znajdują się przepisy, informacje oraz lista miejsc serwujących paelle.

 
  Największa Paella w historii
W 1992 roku w Walencji stworzono największą paelle, która składała się z:
1000 l oliwy
6250 kg kurczaka
2600 kg królika
1000 kg pomidorów
12000 l wody
5 kg papryki słodkiej
1 kg szafranu

2 kg rozmarynu
150 kg soli
1000 kg karczochów
5000 kg ryżu
400 kg kaczki
1600 kg białej fasoli
2400 kg zielonej fasoli
 
 
 
Artykuł Paella Valenciana dawniej i dziś pochodzi z serwisu Kuchnia hiszpańska – przepisy "Gotuj po hiszpańsku".
Source: blog gotuj po hiszpańsku

Nasze wrażenia z Walencji

 
Uroki Walencji
Z pewnością można powiedzieć, że nasze wrażenia z Walencji są bardzo pozytywne. Monumentalne kamienice przy Plaça de l’Ajuntament, urocza starówka, gigantyczna katedra czy park w dawnym korycie rzeki Turii to sztandarowe miejsca, które należy odwiedzić. Warto także udać się do Mercat Central, największej tego typu hali na świecie, nawet jeśli nie zamierzamy nic kupować. Mimo sporej ilości zabytków, Walencja nie jest miastem typowo turystycznym, w przeciwieństwie do Barcelony czy Toledo. My traktujemy to jako plus: ceny nie są wygórowane, nie ma aż takich kolejek, a w komunikacji miejskiej można bezproblemowo usiąść.
 

Prev
1of2
Next

Hiszpania tętniąca życiem
Hiszpanie i Hiszpanki to specyficzny naród. Głośny, uwielbiający zabawę, spotkania z przyjaciółmi, otwarty na innych. Mimo stereotypów nie są leniwi, a wręcz przeciwnie, pracują dużo i ciężko. I teraz pojawia się pytanie: Jak łączą długie godziny pracy z bogatym życiem towarzyskim? Odpowiedź jest prosta, śpią po sześć-siedem godzin dziennie, a podczas sjesty wychodzą ze znajomymi zjeść wspólny posiłek. Jest to bardzo popularne wśród tutejszych. Knajpy są otwarte od rana do późnych godzin nocnych i, co ciekawe, cały czas są pełne.
Innym, popularnym sposobem na spędzenie wieczoru jest rodzinne wyjście na horchatę (orxata de xufa), czyli na typowy walencki napój wytwarzany z bulw cibory jadalnej, wody i cukru. Napój ten jest serwowany na zimno i doskonale gasi pragnienie w upalne dni, których w Walencji nie brakuje. Do horchaty hiszpanie zazwyczaj zamawiają słodkie bułki – tomet (z czekoladą) i fartons (z lukrem). Razem z naszym nauczycielem hiszpańskiego (Dżewo) mieliśmy okazję odwiedzić jedną z najbardziej popularnych horchaterii w okolicach Walencji – Horchateria Daniel, znajdującą się w miejscowości Alboraya. Przy okazji zwiedziliśmy pobliskie pola, na których uprawia się, między innymi, ciborę jadalną. Wodę do pól doprowadza rozbudowany system irygacyjny rzeki Turii, który zarządzany jest przez Trybunał Wodny w Walencji – najstarszą instytucję wymiaru sprawiedliwości w Europie.
Walencja pod lupą

Co lubimy odwiedzać?
Tak, jak wspomnieliśmy na początku, miejscem wartym odwiedzenia jest Mercat Central. Znajdziemy tu niesamowity wybór produktów. Od owoców morza, przez dziesiątki rodzajów mięs, setki stoisk z warzywami i owocami, a nawet restauracje. Można tu znaleźć prawie wszystko. Sama hala imponuje rozmachem, zdobieniami i bogactwem wnętrza. Nie jest trudno, spędzić tu wiele czasu. Jedyną wadę są godziny otwarcia, hala zamyka się o piętnastej, a w niedziele jest nieczynna. Przy naszym trybie pracy jedyny dzień, kiedy możemy odwiedzić Mercat, jest poniedziałek.
 

Artykuł Nasze wrażenia z Walencji pochodzi z serwisu Kuchnia hiszpańska – przepisy "Gotuj po hiszpańsku".
Source: blog gotuj po hiszpańsku

Spacerując w Walencji…

Czyli jak wykorzystać wolny czas
Spacerując w Walencji odkryliśmy piękną architekturę, która jest ozdobą miasta… nie w sposób by nie oczarowała. Oto miejsca, które są warte uwagi, zatrzymania się i poznania historii miasta.
Katedra La Seu de Valencia
Symbol Walencji – katedra La Seu de Valencia i Mare de Déu dels Desemparats (Bazylika Matki Boskiej Bezbronnych/Opuszczonych). Jest to jedna z najciekawszych  budowli gotyckich w Walencji, wyróżniająca się piękną architekturą, łącząca wiele wcześniejszych i późniejszych stylów.

Ciekawe jest to, że od początku istnienia miasta czyli 138 r p. n. e, zawsze, w tym samym miejscu znajdowała się świątynia. Na początku była to świątynia rzymska poświęcona bogini Dianie lub Jupiterowi. Na ruinach świątyni wybudowano meczet a następnie w 1238 r. położono kamień węgielny pod budowę katedry. Patrząc na katedrę z zewnątrz najbardziej rzuca się w oczy 70- metrowa dzwonnica. Wspinając się na samą górę można podziwiać panoramę Walencji. Z katedrą sąsiaduje barokowa bazylika Mare de Déu dels Desemparats, która stoi na dawnym rzymskim forum. Jest pierwszym kościołem, którego nie zbudowano na fundamentach wcześniejszych świątyń. Do wnętrza katedry prowadzą  wejścia przez trzy portale, Puerta del Palau (najstarsze wejście w stylu romańskim), Puerta de los Apóstoles i Puerta Ferros.
Kaplica św. Kielicha (Capilla del Santo Cáliz)

Najsłynniejsza z katedralnych kaplic, wykonana w stylu gotyckim. Kaplica przynosi katedrze światową sławę, ponieważ znajduję się w niej Święty Graal, ten sam z którego Chrystus pił wino, podczas ostatniej wieczerzy. Najpopularniejsza legenda o losach Świętego Graala łączy go właśnie z Walencją. Do Hiszpanii kielich miał trafić w III wieku za pośrednictwem św. Wawrzyńca. Do 1399 roku był on strzeżony przez mnichów w różnych klasztorach w Aragonii (n.p. w Monasterio de San Juan de la Peña).
Następnym miejscem jego „pobytu” była kaplica pałacu w Saragossie, skąd miał ostatecznie trafić  do Walencji w 1436 roku za sprawą króla Alfonsa V Aragońskiego. W rzeczywistości było to po prostu gliniane naczynie a badania naukowe potwierdziły, że istnieje duże prawdopodobieństwo zrobienia go w I wieku, w regionie znajdującym się na terytorium Izraela (czyli w czasach i miejscu, w którym żył Jezus. Dziś w katedrze stoi czara z oszlifowanego agatu na alabastrowej podstawie zdobionej kamieniami szlachetnymi.
Sąd Wodny
W każdy czwartek, równo o 12:00 w południe pod Puerta de los Apóstoles odbywa się „sąd wodny”- instytucja powołana przez króla Jaime I w średniowieczu. Ośmiu delegatów reprezentujących osiem kanałów rozprowadzających wodę,  rozstrzyga sprawy związane z nawadnianiem pól i dba o sprawiedliwy podział wody, ponieważ rolnictwo w okolicach Walencji uzależnione jest od doprowadzania wody z kanałów irygacyjnych.
Obrady prowadzone są w języku Walenckim i mają charakter ustny, bez udziału prawników i sporządzania dokumentów procesowych. Wyroki trybunału są nieodwołalne. Trybunał Wodny został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.
Na Plaza de la Virgen znajduje się też fontanna symbolizująca rzekę Turię i jej osiem kanałów nawadniających.

Artykuł Spacerując w Walencji… pochodzi z serwisu Kuchnia hiszpańska – przepisy "Gotuj po hiszpańsku".
Source: blog gotuj po hiszpańsku

To już miesiąc pobytu w Walencji!!

Czas szybko płynie w Walencji
Minął już miesiąc odkąd zaczął się projekt „Gotuj po hiszpańsku” w Hiszpanii. Nawet nie wiem, kiedy to tak szybko zleciało. Czas płynie, a my musimy go wykorzystać jak najlepiej. Choć do tej pory nie wychodziłam za często, ale jak już wyszłam mogłam zobaczyć, jak tu ludzie żyją i jak wygląda miasto Dzięki temu, że biorę udział w tym projekcie, mogłam nauczyć się wielu rzeczy i skosztować nowych potraw, m. in. owoców morza, których smaku byłam bardzo ciekawa.
Uczę się dużo
Na praktykach, na które chodzę, poznałam sposób przygotowania paella’i   (typowe danie w Walencji) od podstaw i mogłam sama zacząć je przyrządzać. Miałam okazje zobaczyć jak się przygotowuje i smaży kalmary (nawet mi smakowały).
Chociaż początki nie były łatwe ze względu na tęsknotę za rodziną i przyjaciółmi, to mogłam poznać nowych ludzi i nawiązać kontakty, z czego się bardzo cieszę.

 
Artykuł To już miesiąc pobytu w Walencji!! pochodzi z serwisu Kuchnia hiszpańska – przepisy "Gotuj po hiszpańsku".
Source: blog gotuj po hiszpańsku